Ciało wieloryba, które pod koniec lipca zostało przywleczone przez tankowiec do portu w Świnoujściu, a tydzień później, 2 sierpnia, zatopione w morzu, wypłynęło przy plaży w Wisełce - informuje Polska Agencja Prasowa. Jak opisują dziennikarze, martwe zwierzę zostało sfotografowane przez osoby przebywające w niedzielę 10 sierpnia na plaży na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Tvn24.pl informuje, że służby zamknęły odcinek plaży i ogrodziły go taśmą.
- Był zakotwiczony. Jeszcze w czwartek wykonawca poprawiał jego umocowanie - przekazała w poniedziałek PAP rzeczniczka prasowa Urzędu Morskiego w Szczecinie Ewa Wieczorek. Jak zauważyła, w tej części Bałtyku w ostatnich dniach występowały wysokie fale i silny wiatr. Dodała również, że ciało wieloryba mogło się rozpaść - już wcześniej było w stanie daleko posuniętego rozkładu. Później w poniedziałek Wieczorek przekazała, że "w ciele wieloryba zebrało się tyle gazów, że jego ciało wypłynęło na powierzchnię" - czytamy na tvn24.pl.
W związku z sytuacją na poniedziałek rano została zaplanowana narada z udziałem kierownictwa Wolińskiego Parku Narodowego, Urzędu Morskiego, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i przedstawiciela firmy, która usuwała z portu w Świnoujściu ciało ssaka. Rzeczniczka UM w Szczecinie wyjaśniała wcześniej, że zabezpieczenie truchła leży w obowiązkach armatora. Jak podaje tvn24.pl, dyrektorka Wolińskiego Parku Narodowego Wioletta Nawrocka przekazała, że "w tej chwili wieloryb jest w zaawansowanym stadium rozkładu i nie nadaje się do zatopienia". - Utylizacja musi nastąpić na lądzie, ale trzeba się do tego przygotować. Wieloryb został zabezpieczony - wskazała.
Przypomnijmy, że jeszcze przed próbą zatopienia ciała wieloryba eksperci nie byli w stanie pobrać próbek do badań genetycznych. - Okazało się to zbyt niebezpieczne. Waleń mógł "wybuchnąć" - mówił PAP prof. Andrzej Ossowski, kierownik Katedry Medycyny Sądowej i Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Nie udało się także ustalić, jaki to był gatunek walenia ani skąd został przyciągnięty na dziobie statku.
Problem z wielorybem polskie służby miały również pod koniec lutego, gdy 5-metrowy humbak zaplątał się w sieci rybackie. Rafał Goeck, rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), przekazał wówczas Gazeta.pl, że zwierzę zostało zlokalizowane w Międzyzdrojach na wysokości przystani rybackiej w odległości około 150 metrów od brzegu. Długopłetwca oceanicznego na szczęście udało się uwolnić. Podczas incydentu nie odniósł też ran.
Czytaj także: "Media: Tajna baza rosyjskich wojsk przy granicy z Polską. Ma jedno zadanie".
Źródła:PAP, Gazeta.pl, tvn24.pl