13 stycznia zeszłego roku w szpitalu w Grazu przeprowadzono operację 33-latka. Lekarka, która uczestniczyła w operacji jako neurochirurg, wprowadziła na salę swoją córkę. Kobieta pozwoliła dwunastolatce na wiercenie otworu w czaszce pacjenta. Dziennik "Kronen Zeitung" ustalił, że prokuratura sformułowała akt oskarżenia przeciwko kobiecie oraz innemu chirurgowi, który z nią współpracował. Śledczy prowadzili również postępowanie dotyczące pozostałych osób biorących udział w operacji, ale tę część śledztwa umorzono.
Z informacji "Kronen Zeitung" wynika, że początkowo prowadzono śledztwo w kierunku ciężkiego uszkodzenia ciała. Biegły stwierdził jednak w toku prowadzonych czynności, że doszło do uszkodzenia ciała, ale nie był to ciężki uszczerbek. Wciąż trwa postępowanie przeciwko konsorcjum, które zarządza szpitalem w Grazu.
Jak przekazał "Kronen Zeitung", po operacji 33-latka lekarka, która wpuściła dziecko na salę, "z dumą relacjonowała" pracownikom szpitala, co zrobiła jej córka. Z kolei 33-latek dopiero po kilku miesiącach dowiedział się, że to on był pacjentem, któremu otwór w czaszce wierciło dziecko. - Nie wiedziałem, że to ja byłem tym pacjentem, czuję się jak królik doświadczalny! - mówił mężczyzna.
Więcej: Przeczytaj też artykuł "Gorzów. Nastolatka urodziła dziecko i schowała je w szafie. Są nowe informacje".
Źródło:Kronen Zeitung